polish english spanish
logo
snowboard
strona głównao nasforum turystycznewszystkie podróżewiosnalatojesieńzimaksięga gościprawa autorskierecenzjepoczta
noclegi w krakowie



: kontynent : kraj/wyspa
: atrakcje
: region
: pora roku
: rok


elba Elba
czerwiec
2010
ibiza, cala salada Ibiza
2012
2011
2009
formentera, ses salines Formentera
lipiec
2009
majorka, el arenal Majorka
maj
2006
chorwacja, hvar Hvar
wrzesień
2004
korsyka, porticcio Korsyka
lipiec
2005
sycylia, agrigento Sycylia
wrzesień
2007
thassos, arsanas bay Thassos
wrzesień
2008
grecja, skiathos Skiathos
czerwiec
2005
malaga Malaga
kwiecień
2014
gibraltar Nerja
kwiecień
2014
gibraltar Gibraltar
kwiecień
2014
hiszpania, ronda Ronda
kwiecień
2014
hiszpania, marbella Marbella
kwiecień
2014
hiszpania, mijas Mijas
kwiecień
2014
hiszpania, walencja Walencja
paździer
nik
2011
włochy, bergamo Bergamo
paździer
nik
2011
elba, portoferraio Porto
ferraio

czerwiec
2010
ibiza, eivissa Eivissa
lipiec
2009
bułgaria, warna Warna
lipiec
2006
bułgaria, nesebar Nesebar
lipiec
2006
chorwacja, split Split
wrzesień
2004
praga, most karola Praga
grudzień
2006
grecja, platamonas Nei Pori
czerwiec
2005
węgry, budapeszt Budapeszt
lipiec
2007
korsyka, ajaccio Ajaccio
lipiec
2005
korsyka, bonifacio Bonifacio
lipiec
2005
majorka, palma Palma
maj
2006
sycylia, agrigento Agrigento
wrzesień
2007
ukraina, lwów Lwów
sierpień
2007
sycylia, taormina Taormina
wrzesień
2007
sycylia, syrakuzy Syrakuzy
wrzesień
2007
włochy, florencja Florencja
sierpień
2007
włochy, rzym Rzym
sierpień
2007
włochy, wenecja Wenecja
sierpień
2009

Skąd dowiedziałeś się o stronie ?

kliknąłem w banner
z wyszukiwarki
z boksu reklamowego
z for turystycznych
z for fotograficznych
od znajomych
w inny sposób

Majorka - 1,429,808
Sycylia - 475,533
Ibiza - 457,155
Thassos - 434,508
Grecja Nei Pori - 404,995
zdjęć na stronie : 9500
relacje podróżnicze : 74
licznik odwiedzin : 20,911,117 osób





Opis zdjęcia

Ibiza Cala Comte, plaża nudystów

Noclegi


Promujemy niskobudżetowe podróże (osprzęt turysty)

 
Kelly`s Alpina ...
968.15 PLN
Kelly`s Alpina ...
929.00 PLN
Kelly`s Alpina ...
968.15 PLN
 

Newsletter (nowe foto-relacje wprost na Twój e-mail)

Zachęcamy do zapisania się do listy subskrypcyjnej, która umożliwia nam wysłanie informacji o kolejnych naszych podróżach po Polsce i Europie wprost na podany przez Ciebie adres e-mail...[przyłącz się].

Masz pytania ? Porozmawiaj z nami o tej podróży na...[forum]. Ilość odpowiedzi w temacie : 27.

Opis podróży

Ibiza - (7 lipiec 2012, 12 październik 2011, 14 lipiec 2009)

Relacja 2011

Po powrocie z pierwszej wyprawy na Ibizę czuliśmy przez długi okres czasu niedosyt. Ta mała wyspa zrobiła na nas duże wrażenie. W połowie sierpnia 2011 roku znalazłem dłuższą chwilę by przyjrzeć się na spokojnie terminowi "tanie loty". Od strony do strony, od forum do forum. Powoli zbierałem informacje n/t taniego latania niskobudżetowymi liniami lotniczymi. Po kilkunastu dniach analiz postanowiłem zakupić bilety. Bilety miały zapewnić nam połączenie z Krakowa do Bergamo (Włochy). Mieliśmy polecieć tylko na pizzę. Kiedy pierwsza transakcja przebiegła pomyślnie, apetyt wzrósł. Tym samym po kolejnych kilku minutach byłem posiadaczem biletów z Krakowa do Bergamo i z Bergamo do Walencji (Hiszpania). Agatkę bardzo ucieszył fakt, że jednak chwilę odetchniemy od Polski !

Następnego dnia w drodze do pracy pomyślałem, że może z Walencji można gdzieś dalej polecieć, i...to był wspaniały deal ! Do domu przyniosłem wydrukowane bilety lotnicze Walencja - Ibiza. O uśmiechu na twarzy żony nie napiszę, bo nie umiem ująć go w słowa :-) Tym sposobem dotarliśmy po raz drugi wspólnie na Baleary. Po drodze zwiedziliśmy włoskie Bergamo oraz hiszpańskie miasto Walencja, ale o tym w osobnych relacjach. Przed wylotem na Ibizę zarezerwowałem także hotel w Sant Antoni za pośrednictwem booking.com.

Po kilkunastu dniach od momentu rezerwacji otrzymałem informację, że hotel nie ma zadowalającego obłożenia i będzie zamknięty od października, ale...w zamian za zaistniałą sytuację proponują nam miejsce w lepszym hotelu i lepszej lokalizacji. To się nazywa profesjonalne podejście do rozwiązania problemu ! Tym samym za 45,00 PLN mieliśmy nocleg w super lokalizacji - ścisłym centrum drugiego największego miasta na wyspie z pełnym wyżywieniem. Yeah. Pozostało odliczanie dni do wylotu.

Wylot na Ibizę z Walencji odbył się w godzinach porannych, lot trwał zaledwie 28 minut. Ibiza 8 października przywitała nas około 8:00 rano deszczową pogodą. Zapowiadał się chłodny dzień z chmurą w tle, więc podjęliśmy szybą decyzję by nie jechać do hotelu, tylko zwiedzić jaskinię Cova can Marca, usytuowaną nieopodal portu Port de san Miguel. Do jaskini dotarliśmy dość szybko miejskim transportem publicznym.

Po zakupie biletów ustawiliśmy się w kolejce do wejścia. Przewodnik zaczął dzielić, english język na lewo, deutsch na prawo. My zostaliśmy w środku, pani się uśmiechnęła więc pytam, a polish ? Z Niemcami nie idziemy, zażartowałem. Tym samym zdałem sobie sprawę, że byliśmy jedynymi "innymi" spośród dużej grupy oczekującej na wejście. Dobra, wchodzimy.

Cave Can Marca

Zejście do jaskini jest ciekawie usytuowane - bokiem klifowego wybrzeża. Pod nogami miejscami tylko rozbijające się o skały morskie fale. W tle rysowała się zatoka i Puerto de San Miguel jednocześnie oraz willa, zapewne bogatego człowieka, bowiem z zoomem widoczny był plac służący do lądowania helikopterem. Jaskinia Cova Can Marca znajduje się około 25km od Sant Antoni, naszego docelowego miejsca pobytu oraz około 20km od stolicy wyspy, Eivissy. Liczy ponad 100 tyś. lat i położona jest około 12 - 14 metrów n.p.m. Odkryli ją podobno przemytnicy, którzy chowali w niej swoje towary. Większość pozostałości z przeszłości i ewentualnych znalezisk świadczących o formach życia w jaskini zostało oddane do muzeum w celu przedstawienia prehistorycznej fauny dawnych ziem śródziemnomorskich. Grota udostępniona została turystom w latach 80-tych ubiegłego wieku. Dziś jaskinia to oświetlony szereg korytarzy, jeziorek i pomieszczeń w których turysta może przyjrzeć się formacjom i naciekom w postaci stalaktytów i stalagmitów. Pod koniec spaceru jaskini odbywa się bardzo mini-show, czyli podświetlany różnymi kolorami sztuczny wodospad połączony z lekką muzyką w tle. Czy warto odwiedzić jaskinię ? Ocenę pozostawiamy Wam.

Po wyjściu z jaskini pieszo udaliśmy się do portu Sant de Miguel na małe zakupy. Najbliższy autobus do Eivissy mieliśmy dopiero za 90 minut. Pogoda wciąż nie dopisywała. Lekki deszcz na zmianę z wychodzącym za chmur październikowym słońcem. Zatoka Sant Miguel naszym zdaniem jest godna odwiedzenia w słoneczny dzień i być może kiedyś popływamy tutaj w ciekawszych okolicznościach pogodowych :-)

Około godziny 14:30 dotarliśmy autobusem do stolicy wyspy, a stamtąd kolejnym autobusem prosto do Sant Antoni. Niestety bezpośrednie połączenie autobusowe z Port de Sant Miguel do Sant Antoni dostępne jest wyłącznie do końca września, dlatego mieliśmy przesiadkę w Eivissie.

W hotelu w momencie odebrania kluczy do pokoju poprosiłem po hiszpańsku o rachunek. Recepcjonista nie bardzo zrozumiał o co mi chodzi, bo rachunek można poprosić w restauracji, a w hotelu - fakturę. Oj że nie wpadłem na to, że faktura to faktura, a jak :-) Klucz mamy, dowody facet oddał, idziemy więc wziąć szybki prysznic i GOŁŁŁ do Cafe del Mar.

Wychodzimy z hotelu...o słońce! W końcu czujemy, że jesteśmy na Ibizie. Yeah! Pieszo wzdłuż portu jachtowego w Sant Antoni kierujemy się do Cafe Del Mar. Po drodze odwiedzamy nasze ulubione sklepy. Nie wiele się zmieniło przez te 2 lata, ale widać, że październik to nie lipiec. Pusto w sklepach, nie wiele osób na ulicach, w pubach czy ogródkach kawiarnianych. Mimo to bardzo sympatycznie, bez tłoku.

Pierwszy dzień na Ibizie w 2011 roku możemy skomentować jednoznacznie - wyspa nie ładnie nas przywitała, ale najwyraźniej w ramach przeprosin już pierwszego dnia pobytu zapewniła nam wspaniały zachód słońca na bulwarze zachodzącego słońca Cafe del Mar sunset 2011. Kolejne dni na Ibizie mijały sielankowo. Odwiedziliśmy trzy ulubione plaże (zatoki), Cala Gracio, Cala Graconeta oraz Cala Salada do której tym razem dotarliśmy mało bezpiecznym szlakiem wzdłuż klifu przy okazji odwiedzając Cap Negret. Opis w/w zatoczek znajduje się w relacji z 2009 roku. Wieczory natomiast spędzaliśmy na spacerach w świetle zachodzącego słońca przy chill outowych rytmach Cafe del Mar.

Piątego dnia pobytu na balearskiej wyspie w godzinach porannych skierowaliśmy się na lotnisko by przez niespełna 30 minut poszybować do Walencji, a dnia następnego do włoskiej Bolonii i dalej do krakowskich Balic.

Jedno jest pewne. Ibiza jest piękna zarówno latem jak i wczesną jesienią.

Relacja 2009

Ibiza, hiszpańska wyspa położona nad morzem śródziemnym, jest jedną z czterech zamieszkanych wysp archipelagu Balearów, a zarazem trzecią co do wielkości i ludności. Powierzchnia wyspy wynosi 571 kilometrów kwadratowych, na stałe zamieszkiwana jest przez ponad 100.000 mieszkańców. Głównych dochodem wyspy jest szeroko rozwinięta turystyka, rzekłbym - perfekcyjnie rozwinięta turystyka, jak również uprawa oliwek, owoców cytrusowych, migdałów oraz rybołówstwa. Pomimo niewielkich rozmiarów, na wyspie w sezonie co minutę ląduje samolot z kompletem pasażerów, szczególnie Anglików i Niemców, gdyż to oni stanowią najliczniejszą grupę turystów na Ibizie. Spotkaliśmy tam również kilkunastu Rosjan, Norwegów, oczywiście Hiszpanów z południa kraju oraz sześciu Polaków.

Wyspa jaszczurek, których jest tysiące, a może miliony ? ma opinię najbardziej rozrywkowej wyspy w Europie, to wręcz imperium rozrywek, olbrzymich klubów (jest ich około 700 na wyspie), mogących pomieścić jednej nocy ponad 200.000 osób, to również miejsce, do którego przybywają najlepsi DJ'e z całego świata. Na Ibizie dzień nigdy się nie kończy, a dla większości młodych ludzi docierających na wyspę, dzień zaczyna się dopiero około 18:00, kończy przed 08:00, kiedy dyskoteki zostają zamknięte.

Ibiza była moim niespełnionym marzeniem, które zrodziło się około 7 lat temu. Od niemal 80 miesięcy marzyłem by dotrzeć na wyspę i odnaleźć w przepalonym słońcem klimacie nieco natchnienia wśród muzyki...muzyki, która tutaj powstała oraz wśród wspaniałych krajobrazów, ślicznych, lazurowych zatoczek pełnych relaksu i zadowolenia.

Wyspa ta była moim guru, moją gwiazdą, moim top one wśród europejskich wysp i taki obraz utrzymywałem w myślach od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem rodzaj muzyki, który powstał w skromnym klubie na Ibizie, położonym nad brzegiem morza. Sama nazwa wyspy jak i nazwa gatunku muzycznego, który zmienił całe moje życie przyprawiała mnie zawsze o lekkie dreszcze. Choć to drobnostka, za każdym razem bardzo to przeżywam.

Ibiza to słowny ideał dla moich uszu, to również samochód, który wybrałem nie przypadkowo do codziennej jazdy.

Chill Out, bo tak nazywa się gatunek muzyczny powstały na wyspie...to nie tylko muzyka. To mój sposób na życie, na problemy, na miłość, na podejście do świata, ludzi, na nietuzinkowe przeżycia, na wszystko. NA WSZYSTKO.

Turkus, turkus intensywny to kolor który uwielbiam, to kolor, którego od zawsze poszukuję na każdej wyspie, w każdej zatoce, zatoczce, a nawet w porcie. To także kolor samochodu, który...otóż to ! Kolor morza oblewającego Ibizę to ponoć zasługa wodnego zielska nazywanego trawą Neptuna, które dotlenia morską wodę na maksymalnych obrotach.

Podsumowując : Ibiza jest Chill Out'owo Turkusową wyspą i to jest mój world, w którym mógłbym umrzeć, dlatego też podczas pobytu na wyspie, niespecjalnie przejmowałem się zasadami bezpieczeństwa. Owszem, są na świecie wyspy nieprzepełnione imprezowymi turystami, głośnymi klubami, a nawet z ciekawszym odcieniem morza, ale żadna z nazw nie działa tak na moją wyobraźnię jak Ibiza. Ot, co.

Piątego lipca bieżącego roku skończyłem po około 25 dniach przygotowywać plan zwiedzania chorwackiej wyspy Korculi. Mapy, mapki, informacje pogodowe, rozkłady promów, pola campingowe, restauracje, to wszystko było już ładnie pozszywane i czekało do wyjazdu. Kiedy zostały 3 dni, zmieniłem decyzję.

Albo teraz, albo nigdy ! I choć w dobie dzisiejszej logistyki i silnie rozwiniętego transportu lotniczego, lot na Ibizę nie stanowi większego problemu z Niemiec to za każdym razem kiedy pomyślałem o wyspie, pojawiał się problem z dojazdem, z racji braku bezpośrednich połączeń z Polski. Długo nie wiedziałem, lub nie chciałem wiedzieć jak "ugryźć" temat połączeń Polska - Ibiza, ale kiedy pojawiła się Agatka, skromna dziewczyna, kolejno narzeczona, a teraz śmiało mogę napisać z racji zmiany stanu cywilnego - żona, Ibiza w myślach przychodziła mi nad wyraz gładko. Nigdy nie brakowało mi chęci w podejmowaniu nowych wyzwań, nigdy nie brakowało mi także pomysłów na podróże, nigdy też nie czułem lęku przed wyjazdem na południe, północ, wschód czy zachód...lecz ewidentnie brakowało mi drugiego prawdziwego "pół", by podjąć spontaniczną decyzję i tym samym spełnić moje top wyspowe marzenie.


14 lipca około godziny 15:00 wyruszyliśmy autokarem w stronę wybrzeża Costa Brava w Hiszpanii. Transport Kraków - Blanes zapewniło nam krakowskie biuro turystyczne "Olimp", które niestety nie posiada w swojej ofercie Ibizy, ale posiada kilkanaście destynacji zdecydowanie godnych uwagi ! Jak zawsze szczerze polecamy, gdyż niejednokrotnie mieliśmy okazję sprawdzić się z ich ofertą live - na lądzie, na wyspie, w górach. Tym samym chcielibyśmy serdecznie podziękować za wszystko, Olimp - dzięki wielkie ! Jesteśmy szczęśliwi !

Autokar wiozący grupę turystów do Blanes i Lloret de Mar, w tym również i nas był niezwykle nowoczesny i komfortowy. Kilkunastogodzinna podróż wiodła przez Czechy, Austrię, Włochy i Francję. Po drodze zaplanowany był 10 godzinny postój w Monako, dzięki czemu spędziliśmy kilka godzin w tym malutkim, potwornie bogatym "państwie w państwie". Pobyt w Monako potrafi zmienić człowieka, ale o tym opowiem w relacji z jednodniowego pobytu. Dalsza część drogi wiodła widokowo piękną trasą, południem Francji. Po obejrzeniu filmu w autobusie dość szybko usnęliśmy. Kolejnego dnia podróży obudziliśmy się około 6-tej rano już w Blanes, wysiedliśmy z autobusu. Turyści z Polski, a była to w większości grupa młodych (obóz młodzieżowy) osób poszła na pole campingowe, no i my także weszliśmy za nimi. Nie zamierzaliśmy co prawda pozostać na wybrzeżu Costa Brava, ale wykąpać się...z ogromną chęcią. Wykorzystaliśmy moment i czmychnęliśmy szybko pod prysznice. Nie ma to jak poranna (...) i prysznic. W międzyczasie kiedy Agatka brała prysznic, skoczyłem do obok położonego mini - marketu i kupiłem pierwszą hiszpańską bagietkę na śniadanie. Kiedy już oboje byliśmy odświeżeni, ruszyliśmy pieszo w dalszą drogę.

Blanes - Barcelona

Blanes, z campingu Roca udaliśmy się z "domem na plecach", ważącym łącznie 28 kilogramów w stronę dworca kolejowego. Nie powiem, pierwsze 500 metrów były wyraźnie ciężkie do przebycia, zwłaszcza dla kogoś, kto wykonuje pracę umysłową za biurkiem, a także nigdy wcześniej nie praktykował trzy tygodniowej podróży z plecakiem. Pomimo iż staraliśmy się z domu zabrać tylko najcenniejsze, najbardziej przydatne rzeczy + jedzenie, dopakowaliśmy w całości dwa 90 litrowe plecaki. Po pierwszych 500 metrach do stacji kolejowej pozostało jeszcze około 1,5 kilometra skrótem, który wyrysowałem z satelitarnej mapy, przygotowując na szybko podróż na Ibizę od strony technicznej. Po dotarciu na miejsce okazało się, że mój skrót co prawda okazał się dobry, bo zaoszczędziliśmy około pół kilometra, ale dotarliśmy na stację od pupy strony i tym samym nie mieliśmy jak kupić biletu, gdyż byliśmy nie po tej stronie bramek ;)

Wybiegłem więc z powrotem na peron i rozpoczęło się poszukiwanie "luki" w ogrodzeniu by wejść na stację jak pan Bóg przykazał. Luki nie znalazłem, (ehh to nie PL) ale znalazłem bar, przez który ledwo ledwo się przecisnęliśmy z naszymi "skromnymi" plecakami. No, jestem już przy kasie, pójdzie łatwo i...poszło. Kupiłem raz dwa bilety sieci kolejowej Renfe (Blanes - Barcelona, 6-ta strefa, 4.35 Euro za osobę) i wyszliśmy na peron (hmm, tu już dziś byliśmy ;) Blanes zapewnia częste połączenia z Barceloną. Tym samym nie czekaliśmy długo i już po około 15 minutach byliśmy w pociągu. Godzina 8:30, temp. na zewnątrz 29 stopni, w pociągu było chłodno...klimatyzacja włączona. Czy w Polsce dożyjemy takich czasów ? Ruszamy !

Podróż pociągiem sieci Renfe szybko umiejscowiła się nam w pamięci, a to za sprawą położenia samych torów. Ponad 80 kilometrów linią brzegową, zaledwie kilkadziesiąt metrów od morza, wzdłuż wybrzeża Costa Brava. Pięknie, ciepło, a nawet plaża naturystyczna po drodze się przewinęła co człowieka zmęczonego dwu dniową podróżą postawiła na nogi szybciej niż "mała czarna" kawa. Po około 90 minutach dotarliśmy do placu Catalonia w Barcelonie. Z placu po nieco ponad dwu kilometrowym spacerze Rambla del coś tam, dotarliśmy do terminalu promowego Acciona Trasmediterranea w porcie. O kurcze, nie mogę uwierzyć, ponad 2000 kilometrów, dwa dni podróży i jeszcze tylko jedno okienko kasowe. Rzuciłem plecak, Agatce paszport zabrałem i pewnym krokiem poszedłem kupić bilety. Przyjemna pani w okienku pyta o cel, mówię "Ibiza" (nie dowierzając że mogę to powiedzieć), pyta kiedy, mówię, że dziś o 22:00. Grafik promów miałem w palcu, przygotowałem sobie go będąc w domu, więc byłem pewien, że w dniu dzisiejszym prom wypływa właśnie o 22:00 z portu, problem tylko w tym, czy będą bilety bowiem nie rezerwowałem ich wcześniej i...były. Odwróciłem się do Agatki i choć kolejka za mną zrobiła się spora, krzyknąłem z bananem na twarzy..."płyniemy" :))) To był szybki orgazm. Pani oczywiście zapytała jeszcze, kiedy powrót na co odpowiedziałem po polsku, że "nigdy", ale chyba nie zrozumiała (sic!). Odważyłem się więc napisać na kartce termin powrotny na 21 dni do przodu.

Mamy bilety, mamy wczesną godzinę , więc postanawiamy trochę pozwiedzać. Ten plan szybko nam wyjęła z głowy pani w Informacji. Okazało się, że nie ma w porcie żadnych dużych boksów, które moglibyśmy wynająć na kilka godzin i pozostawić plecaki. No to mamy około 10 godzin czekania, szybka decyzja i śpimy po 5 godzin na zmianę (jedna osoba pilnuje bagaży, druga śpi). W międzyczasie byliśmy jeszcze na kawie w portowej restauracji i oczywiście na śniadaniu, które przygotowaliśmy na ławce przy ruchliwej ulicy Barcelony, tym samym wywołując uśmiechy na hiszpańskich twarzach. Jedzenie pycha, polish pasztet z puszka with hiszpańska bagietka. Grr, już nigdy nie weźmiemy ze sobą pasztetów, żadnych ! Co za cholerstwo.

Kiedy nadeszła godzina 22:00 i bramki zostały otwarte, poczułem ulgę. Pomyślałem, że chyba śnię, a przecież to takie normalne w dzisiejszych czasach, które dają wiele możliwości. Wystarczy tylko mieć kilka wolnych dni, parę złotych na karcie i można być wszędzie. Wszyscy to wiemy, ale ten próg który przekroczyłem przy odprawie bagażowej w porcie, wywołał u mnie silne emocje. To była piękna chwila. Każda chwila w podróży jest piękna, ale ta była najsilniejsza, inna niż wszystkie. No to płyniemy, hurra !

Zapomniałem napisać o jednej sytuacji w porcie, otóż gdy tak sobie leżeliśmy na naszych plecakach, podszedł do nas chłopak i zapytał czy z Polski jesteśmy. Woda mineralna Tymbark stojąca na podłodze nas zdradziła ;) Chwilkę porozmawialiśmy po czym straciliśmy kontakt. Po wejściu na prom, wybraliśmy miejsca, kolejno posiłek, wieczorna toaleta i...przez szybę widzę jak zaczynamy się oddalać od brzegu. Emocje podwójne, jeszcze tylko 10 godzin i będziemy na Ibizie. Agatka zasnęła szybko, ja jeszcze przejrzałem mapy oraz informacje które zanotowałem w domu, po czym zabezpieczyłem bagaże i usnąłem "bez dobranocki".

Cisza, spokój, śpimy..."bimmm", ladies and gentleman, zabrzmiała okrętowa informacja...wyskoczyłem ze śpiworu jak z procy, odsłoniłem zasłony, 06:30 rano...na horyzoncie widać ląd. No i po spaniu, banan na twarzy i niedoczekanie :) To napewno Ibiza i jej stolica Eivissa ! Nie długo później wstała za nami śpiąca para, która okazała się tą, poznaną w porcie w Barcelonie. Fajnie :) Od słowa do słowa i Dawid z Kasią zaoferowali nam podwózkę z Eivissy do San Antonio. Hmm, fajnie do potęgi ! Dawid pracuje na Ibizie, buduje, projektuje, w drodze do San Antonio dał nam kilka wskazówek i zaproponował meeting. Dzięki !

Cala Bassa

Z Eivissy (Ibizy) - stolicy wyspy do San Antonio prowadzą dwie drogi, w tym jedna autostrada o długości nieco ponad 12 kilometrów. Kasia z Dawidem podrzucili nas na dworzec w San Antonio, skąd dalej miejskim , ichniejszym PKS'em udaliśmy się do Cala Bassa. Miejscowość, a raczej wioska Cala Bassa położona jest około 10-13 kilometrów od San Antonio, drugiego co do wielkości miasta na wyspie. Wioska nie oferuje nic poza campingiem, jedną restauracja i przepiękną plażą. Po dotarciu na camping, wybraliśmy miejsce pod namiot i postawiliśmy go na nogi, po czym poszedłem zagotować wodę w kubkach turystycznych, do których nasypałem zupkę z torebki. Hmm, "także tego", no...kucharz ze mnie żaden. Zupa była bardzo słona. W pierwszej wersji zwaliłem winę na Winiary, później jednak okazało się, na tym campingu po prostu leci słona woda z kranu ;)

Plaża Cala Bassa to prawdziwy rarytas ! Turkusowe, ciepłe morze w zatoczce pozwoliło nam kąpać się do godziny 21:00 tegoż dnia. Wokół plaży nie widać żadnych budynków. Po powrocie, na polu campingowym panowała miła atmosfera, a to jakieś delikatne rify gitarowe, a to ktoś grilluje, my przygotowaliśmy posiłek i poszliśmy spać. Tak, tak, tylko...jak spać w ponad 25 stopniach panujących o godzinie 23:00 ? W namiocie upał. To była nasza pierwsza wspólna noc pod namiotem, w dodatku około 2600 kilometrów od domu. W zasadzie ciężko było ją przespać, bo było gorąco i człowiek jakiś taki nieprzyzwyczajony do spania na materacu w śpiworze. Następnego dnia obudziłem się chyba jako pierwszy na campingu, była 06:30. Wychyliłem głowę poza namiot i doznałem szoku. Ludzie tutaj wcale nie śpią w namiotach, a koło nich na materacach :)

Camping Cala Bassa ma dwa duże minusy, jednym z nich jest słona woda w kranie, drugim są wysokie ceny w sklepie na polu campingowym podyktowane 3,5 kilometrową odległością do najbliższego marketu. Woda mineralna na campingu niegazowana kosztowała 2 Euro, gdzie ta sama woda w markecie Spar w Eivissie czy San Antonio kosztowała od 0,20 E.

Cala Codolar

Następnego dnia po śniadaniu wybraliśmy się na plażę Codolar. Aby do niej dotrzeć, doszliśmy pieszo 3,5 kilometra do drogi głównej, a kolejno udało się nam złapać stop'a, którym dotarliśmy w okolice plaży Codolar oraz plaży Comte. Od momentu opuszczenia pojazdu wesołego Hiszpana, zostało nam około dwóch kilometrów, które pokonaliśmy pod górkę w ciągu 30 minut. Codolar to cudowna, wciśnięta w ląd zatoka, bardzo klimatyczna, kameralna. Na plaży zjedliśmy śniadanie (pasztet, sic!), spędziliśmy tu około czterech godzin po czym wróciliśmy do punktu, w którym wysiedliśmy z auta i poszliśmy pieszo około 1,5 kilometra na plażę Comte.

Cala Comte

Plaża Comte składa się z trzech pięknych plaż, w tym z dwóch zatoczek o nieskazitelnie bajecznym odcieniu turkusu ! Zatoczki Cala Comte wciśnięte w malownicze klifowe skały zrobiły na nas niemałe wrażenie :) Na Cala Comte można dostać się z np. San Antonio miejskim autobusem. Znajduje się tutaj także klimatyczny bar, położony nieco nad poziomem morza z widokiem na trzy strony świata. Polecamy !

Cala Tarida

Tarida, plaża o długości około jednego kilometra jest jedną z najbardziej polecanych plaż na wyspie, a zarazem najdłuższą, oferującą biały piasek w zachodniej części wyspy. Do kolorów morza już się przyzwyczailiśmy. Wszędzie są one bardzo intensywnie turkusowe, piękne. Tarida to również mała miejscowość, w której znajduje się kilka sklepów. Na plaży spędziliśmy około trzech godzin po czym postanowiliśmy się wybrać do sąsiedniej Cala Moli.

Cala Moli

Do Cala Moli dotarliśmy spacerem z Cala Tarida w około 50 minut i szczerze muszę przyznać, że nie była to trafna decyzja. Po pierwsze długie zejścia i tym samym długie podejścia, a Cala Moli nie oferuję nic ciekawego. Od taka sobie kamienista zatoka, wciśnięta w ląd, wycisnęła z nas spory zapas wody, a nie dała nic w zamian. Jedynym plusem tego spaceru, była możliwość zobaczenia jak zróżnicowana potrafi być wyspa.

Kolejny poranek i popołudnie spędziliśmy na Cala Bassa. Około godziny 16:00 spakowaliśmy namiot i wróciliśmy ostatnim autobusem do San Antonio. W końcu będziemy mieć dostęp do normalnych cen artykułów spożywczych !

San Antonio

Miasto San Antonio to jeden z najważniejszych ośrodków turystycznych, to także miasto w którym nie sposób się nudzić. Dyskoteki, kilka plaż, zatoczek, duży dworzec autobusy oferujący połączenia z niemal wszystkimi pozostałymi miejscowościami na wyspie, liczne sklepy, bary a także port, z którego można popłynąć np. na wyspę Formenterę utwierdziły nas w przekonaniu, że powinniśmy tutaj zostać na dłużej i zostaliśmy...do końca pobytu na Ibizie. Plaża w San Antonio, położona w samym centrum miasta, tuż przy porcie oferuję czystą, ciepłą wodę morską (miłe zaskoczenie, w końcu to port, paliwo, statki) o turkusowej barwie oraz długie podejścia. Jedyną wadą tej plaży jest zbyt duża ilość meduz w morzu, pomijając ruch, jaki panuje w centrum miasta.

San Antonio oferuje jednak coś więcej. To w właśnie tutaj, nad samym morzem znajduje się legendarna Chill Out'owa knajpa Cafe Del Mar. W tym miejscu dopełniło się moje marzenie ! Dotarłem, jestem szczęśliwy ! Pomijając dość kiczowaty wygląd wewnętrzny Cafe Del Mar oraz pierwszy kontakt, który mnie delikatnie rozczarował, muszę przyznać iż wieczory spędzone w tym miejscu to istna poezja. Kiedy słońce powoli zachodzi, z głośników wydobywa się Chill Out'owa lekka, nastrojowa, przestrzenna nuta, która została wylansowana właśnie przez DJ'ów Cafe Del Mar. Nie ma żadnych efektów świetlnych, oprócz...zachodzącego słońca, którego czerwono - żółto - fioletowy blask oświetla twarze wszystkich tu zebranych, tak właśnie to sobie wyobrażałem. Miejsc wolnych brakuje już dwie godziny przed każdym seansem - zachodem słońca. Jak już wspomniałem wcześniej, Chill Out jest kwintesencją życia, był także naszą kwintesencją zabawy na Ibizie. Niemal każdego wieczoru przychodziłem tu z Agatką, by oglądać zachody słońca, wmieszać się w tłum, przeżywać tę chwilę z ludźmi z różnych stron świata, a każdy zachód kończył się licznymi oklaskami. To było wspaniałe doświadczenie. Z drugiej strony Chill Out'wej knajpy znajduje się sklep firmowy Cafe Del Mar oferujący różniaste gadżety, płyty związane tylko i wyłącznie z Cafe Del Mar i Chill Out'em.

W pobliżu Cafe Del Mar znajduje się m.in. słynna Cafe Mambo w której posłuchać można utworów świeżutkich, najnowszych. Ibiza jest wylęgarnią trance, house, chill out i innych. To niesamowite, że w każdym sklepie leci nuta idealnie zgodna z oferowanym towarem na półkach. Tu wszystko jest na miarę, na miarę dzisiejszego dnia, na miarę lansu i portfela turysty.

Camping San Antonio położony jest przy drodze wylotowej z miasta, około 5 minut spacerem od centrum. Na campingu znajduje się kilka bungalowów, obiekty sanitarne, basen oraz miejsca wyznaczone do rozbicia namiotów. Pierwszego dnia położyliśmy się około 22:50, po czym w rozmowie doszliśmy do wniosku, że mogliśmy tutaj się rozbić od początku pobytu na wyspie i dojeżdżać m.in. do Cala Bassa czy Tarida miejskim autobusem. O 23:00 usłyszeliśmy wielkie boooom, boooom, boooom. To boooom to tylko jedna z dyskotek. Po drugiej nocy spędzonej na campingu w San Antonio przyzwyczailiśmy się, nie było wyjścia ;)

Cala des Moro

Plaża Moro to niewielkich rozmiarów plaża (około 50 metrów), położona przy wielkich hotelach, tuż przy betonowym deptaku miasta San Antonio. Plaża bez klimatu, choć ładna nie zatrzymała nas na dłużej. Ścieżką, biegnącą wzdłuż morza dotarliśmy do dwóch następnych plaż, Cala Gracio oraz Cala Gracionetta.

Cala Gracio

Cala Gracio położona na północ od miasta San Antonio, to śliczna zatoczka, na której można znaleźć miejsce dla siebie, idealna dla osób uczących się pływać. Cala Gracio oferuje rozkosznie ciepłą, turkusową wodę i dość kameralny klimat. To była jedna z naszych ulubionych zatoczek na Ibizie i szczerze polecamy ją, zwłaszcza rodzinom z dziećmi. Nieopodal Cala Gracio położona jest jeszcze mniejsza, przesłodka Cala Gracionetta.

Cala Gracionetta

Znalezienie miejsca na Cala Gracionetta graniczyło zawsze z cudem, zatoczka jest cudowna. Oferuje klimat 101% kameralny, gdyż pomieści raptem kilkanaście ręczników turystów. Kto ma szczęście ten odpoczywa kameralnie, korzystając z uroków słodkiej Gracionetty.

Kolejnego dnia naszego pobytu na Ibizie, w godzinach porannych wybraliśmy się miejskim autobusem na drugą stronę wyspy do miejscowości Santa Eularia. Kiedy już dotarliśmy na miejsce, kontynuowaliśmy pieszo nasz trip w kierunku Cala Llonga. Próbowaliśmy łapać stop'a, gdyż jak się okazało, dojście z Santa Eularia do Cala Llonga to wcale nie taka prosta sprawa, droga biegła pod górę, + 34 stopnie w cieniu. Po około trzech kilometrach, zacząłem machać do wszystkiego co się rusza i tym samym zatrzymał się Renault 4. Z samochodu wysiadł młody, uśmiechnięty chłopak, po czym otworzył tylne drzwi i zaczął montować tylną kanapę. Podrzucił nas kawałek, wspaniale :) Sama przejażdżka była, hmm...inna niż wszystkie. Takie stare samochody stwarzają odpowiedni klimat podczas jazdy, ukazują myśli techniczne lat 60-tych :)

Cala Llonga

Głęboko wcięta w ląd zatoka oferująca szeroką, piaszczystą plażę przypadła nam od razu do gustu. Pozostaliśmy tu korzystając z ciepłego, krystalicznie czystego morza do późnych godzin popołudniowych. Plaża otoczona jest zarówno hotelami, knajpkami, barami jak ogromnymi wzgórzami pokrytymi sosnowym lasem. Otoczka stwarza przyjemny, zróżnicowany klimat. Cala Llonga to typowy, kwitnący i tętniący życiem kurort nadmorski z licznymi udogodnieniami. Z Cala Llonga udaliśmy się autobusem do Santa Eularia.

Santa Eularia

Santa Eularia jest trzecim co do wielkości miastem na Ibizie. Jest również jednym z najważniejszych ośrodków turystycznych na wyspie. Podobnie jak w San Antonio, znajdują się tutaj liczne knajpy, restauracje, galeria, ekskluzywne sklepy, betonowy deptak wzdłuż morza, przystań jachtowa itd. Niestety brakło nam czasu na spacer promenadą która prowadzi z nowego portu w centrum miejscowości aż do starego, rzymskiego mostu, oferując spacer wzdłuż miasta i morza, gdyż musieliśmy się dostać na drugą stronę wyspy, a autobus na który czekaliśmy był ostatnim tego dnia.

Eivissa

Kolejnego dnia w godzinach porannych wybraliśmy się na cały dzień do stolicy wyspy, Eivissy lub jak kto woli Ibizy, gdyż stolica opatrzona jest obydwoma nazwami. Jest to trzecie co do liczby mieszkańców miasto Balerarów po Palmie na Majorce i Mahon na Minorce. Ibiza to nazwa nowoczesna, z kolei Eivissa to rdzenna nazwa stolicy wyspy. Stolica wyspy jest siedzibą rządu i biskupstwa, położona jest na wysokości 100m.n.p.m. Miasto składa się z trzech części - miasto górne Dalt Villa otoczone fortyfikacjami, solidnym murem, ułożonym z bloków równo przyciętych niczym klocki. Miasto dolne z rybacką dzielnicą Sa Penya oraz nowe miasto Marina, ciągnące się po portową promenadę.

Do stolicy wyspy dotarliśmy już o 09:00 rano, uliczny termometr w cieniu wskazywał temperaturę 30 stopni. Spacer po Eivissie rozpoczęliśmy od dzielnicy Dalt Villa, w której czas płynie zupełnie inaczej niż w kurortach. Sielanka, brak tłumów, pijanych Angoli, brak przepychu, 24 godzinnej zabawy. Mury obronne miasta, z siedmioma bastionami artyleryjskimi zbudowano w XVI w. Jak nazwa dzielnicy wskazuje (Górne Miasto), starówka położona jest na szczycie stolicy i stanowi doskonały punkt widokowy. Rozciąga się stąd fantastyczna panorama miasta dolnego, dzielnicę Sa Penye i port. Widoczne było również lotnisko i startujące samoloty, choć oddalone jest około 10 kilometrów od stolicy.

Brama Herbowa (Portal de ses Taules), główna brama wejściowa do starego miasta, jest jedną z bram jakie prowadzą z dolnego miasta do górnego. Brama niegdyś chroniona zwodzonym mostem, obecnie chroni ją jedynie rampa. My zdecydowaliśmy się wejść od innej strony, od strony placu położonego tuż przy murach obronnych, a zarazem od miejsca, w którym zjedliśmy pierwsze i ostatnie śniadanie na świeżym powietrzu w stolicy.

W dzielnicy Dalt Villa mogliśmy zobaczyć m.in. Ratusz, który mieści się w budynku dawnego klasztoru i w którym warto spojrzeć na salę posiedzeń, udekorowaną obrazami przedstawiającymi historię wyspy. Z zewnątrz zobaczyliśmy warowny Kasztel, który stanowi centralny punkt dzielnicy Dalt Villa. Kolejno odwiedziliśmy katedrę Santa Maria de ses Neus Matki Boskiej Śnieżnej, której architektura odzwierciedla zmienne koleje dziejów wyspy oraz barokowy klasztor - kościół Santo Domingo zbudowany z końcem XVI wieku, w którym na szczególną uwagę zasługują zdobione sklepienia sufitu, a udekorowane kaflowe podłogi zachowały się w bardzo dobrym stanie. Na starym mieście odwiedzić można również muzeum archeologiczne, które przechowuje najciekawsze znaleziska z obszaru Ibizy i Formentery oraz muzeum sztuki współczesnej, które mieści się w dawnej zbrojowni bramy. Muzeum to zawiera dzieła artystów z Ibizy, pochodzące z XX wieku. Po spacerze aleją prowadzącą wzdłuż murów, udaliśmy się do dzielnicy Sa Penya.

Sa Penya, dolne miasto. Miejsce, które swoim klimatem i oryginalnością trafiło w nasze zmysły. Labirynt wąskich uliczek otoczonych bielonymi domkami. Miejsce, gdzie nad głowami wisi świeże, pachnące pranie i z którego spadające krople, chłodzą nasze rozgrzane upałem ciała. Sa Penya to również oryginalne sklepy, liczne butiki, klimatyczne kawiarenki, oryginalne pamiątki, to także mały targ warzywny, rybny i oczywiście kilka straganików oferujących płyty CD m.in. z muzyką Chill Out, pochodzącą z Cafe Del Mar. Po spacerze po dolnym mieście wybraliśmy się do portu, by sprawdzić oferty firm oferujących jednodniowe rejsy na Formenterę.

W godzinach podwieczornych spotkaliśmy się w Eivissie z poznanymi w Barcelonie znajomymi, gdzie po piwie zakupionym w Mc'Donaldzie (w Polsce niedostępne) wybraliśmy się do ich hiacendy, a kolejno wieczór spędziliśmy wspólnie na jednej z plaż położonych w okolicy Salin. Dzień wypadł znakomicie. Dzięki Kasia i Dave ! Hola Eivissa !

Cala Salada

Dwa dni po powrocie z Eivissy, postanowiliśmy wybrać się pieszo z San Antonio do Cala Salada. Z mapy wynikało, że drogą asfaltową powinniśmy dotrzeć tam po około 2,5 kilometrach. W rzeczywistości okazało się, że Cala Salada położona jest nieco ponad 5 kilometrów od San Antonio. Odległość od miasta nie była taka straszna, co sama droga, która najpierw prowadziła nas cały czas mozolnie w górę i pod górę i znów w górę (po drodze nie było ani jednego sklepu spożywczego, w którym moglibyśmy zakupić wodę, a woda mineralna, najlepiej zimna to Życie ! Bez niej ani rusz), by kolejno licznymi zakrętami doprowadzić nas do samej plaży. O trudzie dojścia zapomnieliśmy przy pierwszym spojrzeniu na Cala Salda. Mistrzostwo świata ! To jest prawdziwa Ibiza z dala od zgiełku i skwaru, to tu jest prawdziwy Chill Out, to tu właśnie turkus jest maksymalnie intensywny, to tu jaszczurki podjadały nam prowiant z plecaka ! Zatoka Cala Salada oferuje dwie piękne plaże, wciśnięte głęboko w ląd oraz liczne półki skalne z których m.in. można skakać do perfekcyjnie ciepłego, turkusowego morza. Okolice plaży to kilka chat rybackich, kilka garaży dla łódek oraz dwie plażowe restauracje. Cala Salada to nasze trofeum, to nasze wspólne top one Ibizy, to idealne miejsce by rozbić namiot i cieszyć się zachodem słońca we dwoje !

Cala Portinatx

Portinatx, miejscowość położona w północnej części Ibizy oferuje wspaniałą zatokę Cala Portinatx owianą niebieską flagą. Idealne miejsce dla wszystkich, piękny odcień piasku, cudowny turkus, ciepła woda, szeroka płycizna, brak wiatru to tylko kilka zalet Cala Portinatx. Nie brakuje oczywiście wszystkiego co związane jest z ruchem turystycznym. Droga do Portinatx jest dość malownicza, po drodze do miasteczka spotkaliśmy m.in. liczne białe domki chłopskie, wiatraki, wieżę obronną, ogólnie...typowe klimaty wyspowe. W Cala Portinatx spędziliśmy dłuższą część dnia po czym autobusem wróciliśmy do San Antonio tuż przed zachodem słońca.

Ses Salines

Saliny były ostatnim miejscem jakie odwiedziliśmy podczas pobytu na wyspie. Ses Salines to region basenów solankowych, położony na południu Ibizy, a także szeroka, długa, otoczona lasem sosnowym, piaszczysta plaża oferująca liczne wodne atrakcje (m.in. wynajem katamaranów, szkoła nurkowania), idealna na długie spacery. Po około trzech godzinach korzystania z wodno - słonecznych atrakcji, wybraliśmy się wzdłuż plaży na spacer, lecz miejscami piasek był tak gorący, że uniemożliwiał dalszą wędrówkę boso. Tym samym nie dotarliśmy do wieży obronnej, położonej nad brzegiem morza, około dwóch kilometrów w linii prostej od naszego plażowego ręcznika ;)

Kolejne dni spędzone na Ibizie mijały sielankowo. W jednym z tych dni popłynęliśmy odwiedzić siostrzaną wyspę Ibizy - wyspę Formenterę (opis w osobnej foto-relacji). Pozostałe dni to także spacery, knajpki, zachody słońca w rytmie Chill Out, spotkania ze znajomymi, których poznaliśmy w Barcelonie, zakupy itd.

Po niespełna trzech tygodniach spędzonych na Ibizie, nadszedł czas powrotu do domu. Ostatniego dnia, w południe spakowaliśmy nasz "hotel ******", wzięliśmy prysznic i pojechaliśmy do Eivissy, skąd o godzinie 19:00 mieliśmy wypłynąć w drogę powrotną do Barcelony. Do czasu wypłynięcia spotkała mnie śmieszna sytuacja w portowym WC, mianowicie pewien Hiszpan zajął kabinę, ja w tym czasie myłem sobie twarz i nagle w lusterku widzę jak zza drzwi tejże kabiny wynurza się jego przerażona twarz, odwracam się, a biedny chłopak pyta...(on) jest to gdzieś papier?, (ja) zaczynam szukać i mówię, że nie ma, (on) wielkie przerażenie w oczach, hrrrrrmmmmmmmmm oooooooo, a może jest obok w kabinie, (ja) zerknąłem i mówię, że niestety nie ma. Chłopak przeraził się tak bardzo, że oczy miał chwilowo większe niż głowa, (on) hrrrmmmmm ooooooooooooooooooo, (on) siada spowrotem i myśli. Cóż było zrobić, odstąpiłem mu ostatnią paczkę chusteczek. W chwili przekazania facet zrobił wrażenie najbardziej szczęśliwego człowieka na ziemi. Oczywiście jak sam powiedział z radością na ustach, zostałem jego najlepszym przyjacielem. Uratowałem mu...tyłek.

W drodze do Barcelony płynęliśmy przez Majorkę. Na Majorce mieliśmy krótki postój w porcie w Palmie, po którym spacerowałem w 2006 roku. Agatka choć przez chwilę mogła poczuć klimat kolejnej z wysp archipelagu Balearów. Kiedy usłyszała, że jesteśmy obecnie na Majorce, była tak bardzo przejęta, że wyskoczyła rozespana ze śpiwora popatrzeć na Palmę. Przez szybę w nocy zobaczyć można było nie wiele, ale też nie trudno było dostrzec pięknie oświetloną, majestatyczną katedrę w stolicy Majorki.

Około godziny 07:00 byliśmy w Barcelonie i choć wydawać by się mogło, że plecaki winny być lżejsze za sprawą braku jedzenia, wcale takie nie były. Ahh te pamiątki ;) Pociągiem Renfe dotarliśmy z Barcelony do Blanes, w którym zatrzymaliśmy się na jedną noc na campingu i dnia kolejnego ruszyliśmy w drogę do Polski. W drodze powrotnej z Hiszpanii spędziliśmy około godziny na spacerze w Gironie oraz około 10 godzin w jednym z najbardziej romantycznych miejsc we Włoszech...Wenecji. Spacer wąskimi uliczkami, mostkami połączony z prawdziwą włoską pizzą, dopełnił nasz tegoroczny trip podróżniczy. Love Ibiza, see you.


Podsumowanie :

Trampingowa podróż na Ibizę po raz kolejny utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto w życiu mieć zarówno marzenia jak i chęć realizacji tychże marzeń. Wyspa okazała się bardzo zróżnicowana. Podróż na Ibizę była moją najlepszą w życiu, najbardziej przygodową, zapewne z racji tego, iż zorganizowaliśmy ją wspólnie na własną rękę, a tego typu podróże niosą ze sobą mnóstwo nietuzinkowych wrażeń i zabawnych sytuacji. Trip udał się w 100 %

- Na wyspie można porozumieć się niemal w każdym języku
- Ibiza jest krainą kontrastów, każdy znajdzie tu coś dla siebie
- Komunikacja miejska kursuje na wyspie z dokładnością do sekundy, tabor jest klimatyzowany
- Barcelona, kawa w terminalu portowym, expresso 1.2E, herbata 1.25 E
- Ceny na Ibizie są bardzo różne. Trzy najtańsze sieci spożywcze to Spar, EroSki oraz taka z króliczkiem w logo
- piwo na campingu w Cala Bassa, Heineken 1E - 1,55E. Piwo San Miguel w sklepie od 0.8E do 1.4E
- piwo w Cafe Del Mar 6E
- angielskie śniadanie od 5.5E
- pizza na campingu Cala Bassa 6.5E
- woda mineralna na campingu Cala Bassa od 1.25E do 2E
- woda mineralna w sieciach EroSki, Spar od 0.2E za 1.5 l. do 3E za 8 l.
- kartki pocztowe 0.35E do 0.6E, znaczek do Polski 0.65E
- bilety autobusowe od 1.45E do 2.80E, w zależności od długości trasy. Nocny DiscoBus 3E
- lody na patyku od 1E do 7E
- fanta, coca cola, sprite 2.5E - 3E za 2 l.
- bagietka prosto z pieca w sieci Spar 0.90E, w sieci EroSki 0.60E
- pieczywo tostowe 1.60E
- margaryna Flora 1.40E
- wino 70cl od 1.5E
- jogurty Danone 4 sztuki 1.20E
- parówki 8 sztuk małych 1E
- chipsy Pringels duże 1.50E
- mleko 0,5 l. 1E
- jajka 6 sztuk 1E
- kluby (ceny wejściówek), ES 40E, Eden 25E, Amnesia 40E, Privilege 30E, Pacha 47E, El Divino 25E, Space 35E
- camping Cala Bassa 10E za osobę za noc
- camping San Antonio 9.5E za osobę za noc
- camping Roca w Blanes 12E za osobę za noc
- wypożyczenie samochodu klasy A (np. Opel Corsa z A/C) na wyspie w sezonie graniczy z cudem, a ceny zaczynają się od 85E za dzień
- bilet kolejowy Blanes - Barcelona 4.35E za osobę w jedną stronę. Pociągi sieci Renfe są komfortowe i klimatyzowane
- bilety promowe Barcelona - Ibiza 110E za osobę w dwie strony
- rejs statkiem na Formenterę 30E za osobę w dwie strony

Informacje

Zdjęcia : aparat cyfrowy Fuji S6500FD
Ilość zdjęć : 668

Księga Gości (ostatni wpis)

Data : 2014-07-07
Imię : Roman

Dzień Dobry. Twoja relacja z Sycylii ostatecznie mnie przekonała iż muszę tam wrócić. W 2012 roku byliśmy samochodem w Kampanii i Kalabrii i tylko na jeden dzień wyskoczyliśmy do Taorminy, stanowczo za mało.Znajomi namawiają mnie na wyjazd na Maderę ale nie dam się skusić i wolę pojechać na Sycylię teraz jestem pewien na 100% a emeryt musi poważnie rozważyć wyjazdy...Dziękuję za świetny reportaż a przy okazji moje fotki z wyjazdów są na stronie http://iwc1.fmix.pl (iwc1) to mój nick. są tam zdjęcia skrótowo z różnych wyjazdów od czasu posiadania aparatu cyfrowego bo z kliszą byłby dla mnie problem techniczny. Serdeczne Pozdrowienia z Poznania. Roman...[dodaj wpis].

Komentarz

Brak komentarzy...[dodaj komentarz do zdjęcia]

Podróże letnie (wszystkie)

Zlot Calibra Team w Wiśniowej Górze ZOO Kraków Słowacja, Besenova Zamek Dębno, Zamek Nowy Wiśnicz Chorwacja, Hvar Grecja Nei Pori Korsyka Gorce, Turbacz Beskid Żywiecki, Babia Góra Bułgaria Zamki Jura Krakowsko Częstochowska Beskid Żywiecki Pilsko, Zamek Suski Beskid Żywiecki, Wielka Rycerzowa, Wielka Racza Węgry, Budapeszt Beskid Śląski, Barania Góra, Skrzyczne Ukraina, Lwów Włochy, Florencja, Rzym, Watykan Sycylia Beskid Wyspowy, Mogielica Beskid Makowski, Kudłacze Kopalnia Soli Bochnia Zamek Baranów Sandomierski - Zamek Dzików Skansen Tokarnia, Jaskinia Raj, Zamek Chęciny Beskid Wyspowy, Ćwilin Thassos Monako - Monte Carlo Formentera Hiszpania - Girona Włochy - Wenecja Zamek Łańcut - Zamek Krasiczyn Bieszczady - Tarnica - Halicz - Rozsypaniec Elba Skansen Zubrzyca Górna Zamek Wytrzyszczka Wrocław Beskid Śląski, Klimczok, Szyndzielnia Zamek Przecław, skansen Kolbuszowa, dwór w Śmiłowie, pałac Czyżów Szlachecki

Noclegi [pokaż wszystkie]



Pod ręką : mapa świata, mapa 1, mapa 2, mapa 3, mapa 4, mapa 5, mapa 6, mapa podróże, wszystkie podróże, o nas, forum, książki podróżnicze, recenzje, strony zaprzyjaźnione, linki, wyróżnienia, księga gości, prawa autorskie, wiosna, lato, jesień, zima

Regiony : baleary, bałkany, beskid makowski, beskid sądecki, beskid śląski, beskid wyspowy, beskid żywiecki, bieszczady, gorce, góry stołowe, pozostałe regiony, jura krakowsko częstochowska, katalonia, kielecczyzna, małopolska i okolice, pieniny, podkarpacie, śląsk i okolice, tatry i podhale, toskania, lombardia, val di sole

Państwa : wczasy bułgaria, chorwacja, turystyka czechy, wakacje grecja, korsyka zdjęcia, majorka zdjęcia, polska, hiszpania, turystyka słowacja, wakacje sycylia, wakacje tunezja, turystyka ukraina, turystyka węgry, wakacje włochy, tunezja, monako

Copyright © 2003-2014 podróże turystyka fotografia | design kondi (1024x768) - Wszelkie prawa zastrzeżone | W3C CSS & HTML 4.01 OK
Partnerzy : sklep elektryczny | snowboard | snowboard forum | kredyty | hotele kraków